Pisanie

Z racji tego że lubię pisać, u dołu przedstawiam swoje dwa opowiadania. Zapraszam do przeczytania, no i łapka w górę, i sub… eee Wystarczy tylko komentarz 😀

Porcelanowy chłopiec

Dandris

Pomimo hałasu, szumów dochodzących zza okna od ulicy, usłyszałem wyraźnie ten brzęk, to rozbicie ceramiki. Wybudził mnie z moich codziennych obowiązków niczym niemy krzyk, albo ogromne przerażenie podczas ucieczki z koszmaru o trzeciej nad ranem. W pierwszej chwili byłem w szoku i próbowałem to wyprzeć, niczym niedowierzania osoby, że jej bliski umarł po poinformowaniu przez lekarza. „Ale nie, to na pewno nie to.”, „Nie! Musiało mi się przesłyszeć”, „To nie może być on!”. Odruchowo wstałem od laptopa i szedłem na autopilocie. W głowie miałem walkę wyparcia z przyjęciem tego faktu.

            Nie wierzę. Nie wierzę! Byłeś towarzyszem mojego pradziadka, kiedy okrutne bestie, zamknęły go w więzieniu niesprawiedliwie, oddałeś go w ostatniej chwili prababci zanim ciebie zabito. Bito pałkami „Oto człowiek!”, lecz mojego dziadka nie ukrzyżowano. Cała siła pradziadka spoczywała teraz w rękach prababci, która tą moc objawiła mej babce. Z czasem stała się relikwią, która towarzyszyła innym krewnym, w ich chorobach i chwilach tragicznych. Mój dziadek ściskał ją kiedy wiedział, że straci oko podczas wypalania nowotworu na jego policzku. Cioteczna babcia porwała ją do siebie, by jej towarzyszyła podczas oczekiwania na sadystę i pijaka. „Walerio, to tak nie bolało jak znów przyszedł mnie maltretować, bo miałam tatę przy sobie. Walerio on do mnie mówił i zrobiłam to! W tę noc patrząc na niego, poczułam że mam te moc żeby odejść. Walerio to już drugi rok spokoju. Oddaje Ci go. Niech mi Bóg wybaczy za tą kradzież.” Tak oto moc rosła. I moja Mama otrzymała ją od swojej matki z całym przekazem. Umierając też ją ściskała. Szedłem coraz bardziej wściekły. Rozpamiętywanie wartości i znaczenia, jeszcze bardziej mój gniew podsycało. Tylko jak zobaczę i upewnię się jak Tomasz, to wybuchnę. Już dochodziła do mnie gorycz i żal. Byłem już tak przepełniony złością, że dosłownie wbiegłem do pokoju. Przed półką na posadzce leżały kawałki rozbitego porcelanowego chłopca. Drżące dłonie nie wiedziały co zrobić, czy pozbierać fragmenty, czy poskładać je. Były tak samo rozbite jak figurka. Długie po samą ziemie czarne kręcone włosy całkowicie zasłaniały moją kochankę, która klęczała załamana. Wystraszyła się na moje wtargnięcie. Już miałem wybuchnąć z żalu i rozpaczy po tak ważnej pamiątce, kiedy zobaczyłem zapłakane oczy mojej luby. Duże niebieskie oczy, które były już zaczerwienione. Już je widziałem, ja pamiętam, ja wiem, ja to znów czuję. Wtem opamiętałem się. Mój cały gniew zniknął, pojawił się błogi spokój.

– Ja ciebie najmocniej przepraszam. Zrobiłam to niechcący, sprzątałam, uważałam i nie wiem jak strąciłam ją i na dodatek stanęłam na niej, krusząc ją do końca – wybuchła płaczem.

– Ja wiem jaka ona była dla ciebie cenna, jaka była dla twojej rodziny. Matko co ja zrobiłam! Kochanie ja ciebie przepraszam – zaczęła panikować.

Podbiegłem do niej, chwyciłem za ramiona lekką wytrząsając ją z tego lamentu.

– Paula. Paula. Paula! – mówiłem szukając jej spojrzenia.

– Nic się nie stało – powiedziałem stanowczo, żeby ją w końcu zatrzymać w tej gonitwie myśli.

Popatrzyła na mnie w szoku.

– Ale przecież to była ważna pamiątka, to było coś dla ciebie cennego, z resztą sam mi opowiadałeś. I twoja mama ją miała przy sobie jak odchodziła i innym pomogła i twojemu pradziadkowi, a ja ją tak banalnie zniszczyłam – płakała dalej ale już była spokojniejsza.

– Kochanie zostaw te kawałki – wyciągnąłem z jej dłoni większe odłamki ceramiki, po czym złączyłem jej dłonie, zamykając w swoich i delikatnie ucałowałem. Na ten gest moja kochanka uspokoiła się całkowicie. To jest ta magiczna chwila, gdzie świat dookoła zatrzymuje się i przestaje mieć znaczenie. Popatrzyliśmy na siebie oboje mając pewność, że jesteśmy już spokojni. Ja dalej trzymałem jej dłonie w swoich.

– Nawet gdyby ją miał sam cesarz i przy każdej bitwie oraz podboju nowych ziem, podawał ją do dotknięcia wodzowi tych terenów. Nawet gdyby poświęcił ją każdy papież. Począwszy od czasów narodzin mojego pradziadka. Nawet gdyby ją ze sobą nosił Jerzy Kukuczka niespełna 8 lat, zdobywając koronę, a następnie z Jamesem Cameronem osiadłaby na dnie Ziemi. Nawet gdyby stu moich krewnych ściskało ją w agonii i olej święty od niejednego na niej był. Nawet gdyby była zrobiona z kości słoniowej, a jej oczy z painitu. Nigdy nie będzie najcenniejszym moim skarbem – wargi zaczęły mi drżeć i  miałem już tak samo czerwone oczy jak moja Ukochana. Wymownie potrząsnąłem naszymi dłońmi, schyliłem głowę w geście pokłonu i dotknąłem czołem jej rąk.

– Kochany. – westchnęła, a po jej wyraźnych kościach policzkowych, po jej białej jak alabaster skórze, spływały strumienie łez – to była wielka pamiątka i ona miała moc jak sam opowiadałeś.

– Moc jest w nas, a nie w przedmiotach! – przerwałem jej stanowczo. Oniemiała przez chwilę moją postawą.

– Jeżeli moc jest w nas, a nie w przedmiotach, to nie mają one żadnej wartości! Jedynie historię i sentyment, ale czy warto dla sentymentu stracić Ciebie? – byłem bardzo skupiony by przekazać, mądrość które mi dano.

– Kochanku mój, nie wiem co mam myśleć. Tak bardzo ten porcelanowy chłopiec był dla ciebie ważny, tak bardzo wzruszony opowiedziałeś mi tą historię. Jestem trochę zakłopotana – powiedziała to lekko wystraszona.

Nie zauważyłem kiedy oboje siedzieliśmy okrakiem do siebie obok szczątków porcelany.

– Nie opowiedziałem Ci tej historii do końca.

Otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Nie zadawała pytań tylko czekała na mnie.

– Moja Mama umierając też ją ściskała, ale zrobiła coś innego. Szorstka, biała, wychudła i drżąca dłoń mojej matki, nerwowo obracała pamiątkę. Pamiętam ten matowy w niektórych miejscach połysk figurki od światła dochodzącego z korytarza. Po jakimś czasie moja Mama odrzuciła statuetkę na pościel, wyciągając do mnie swoją otwartą dłoń, zachęcając mnie bym ją chwycił. Kiedy poczuła moją rękę, robiła to na początku obsesyjnie i nerwowo, jakby nie potrafiła się nacieszyć. Pojedynczo dotykała każdy palec.

– Nie chce jej, ja mam kogo ściskać! – powiedziała oburzona.

– Co zrobiłeś? – Paula wypaliła smutna, ale jednocześnie ciekawa tej smutnej sytuacji.

– A co mogłem zrobić? Oczy miałem przepełnione łzami. Wargi mocno zagryzałem i drżały moje usta. Czekałem w ciszy co powie. Drugą rękę miała podwiniętą pod brodę i była do mnie odwrócona plecami. Widziałem że brakowało jej już sił nawet na mówienie, ale czułem jak zbiera ostatnie resztki.

– Synu mój, jakie byłoby to dla Ciebie upokarzające, że będąc przy mnie, ja ściskam zimną porcelanową statuetkę, a nie gorącą dłoń mojego chłopca. Jaką ja bym była matką? – zadała mi spokojnie pytanie.

– Może chciałaś ściskać tą moc, którą ten porcelanowy chłopiec ma? – zapytałem, próbując powstrzymać mój płacz.

Widziałem jak moja Królewna Śnieżka bardzo mocno przeżywa to ze mną. Czułem jej delikatne jak puch czarne kędziory, które pieściły mnie po policzkach i skroni, a jej białe delikatne dłonie masowały mnie po barkach. Kurczowo trzymaliśmy się nogami. Paula czekała spokojnie co powiem dalej. Uspokoiłem się od jej obecności i mogłem spokojnie kontynuować.

– Byłabym nikim! – podniosła głos.

– Mamo ale . – próbowałem ją uspokoić.

– Nie przerywaj mi! Mój dziadek był sam w tym łagrze. Moja babcia była sama po jego śmierci. Moja ciotka była osamotniona w życiu i w walce z tym alkoholikiem. Tak naprawdę to wszystkich siła była w nich samych, a ten porcelanowy chłopiec, jest tylko symbolem, który pokazał im ich własną moc. Synu mój?

– Tak, mamo – zakwiliłem.

– To ty jesteś dla mnie tym porcelanowym chłopcem. Przypomniałeś mi ile przeszłam, ile wycierpiałam i jaką mam siłę. Jak rodziłam Cię, jak wychowywałam sama. Jak walczyłam o każdy dzień.

– Kochanie co zrobiłeś? – zapytała Paula.

– Zalewałem się łzami, zanosiłem z płaczu. Byłem najmniejszy na świecie przed takim majestatem mądrości osoby, która kona. Zdawała mi się wręcz mistyczna.

– Dziękuję Mamo – szepnąłem i ucałowałem ją w lewy policzek.

– To ja dziękuję Tobie, bo widząc na własne oczy ile w życiu wycierpiałeś.  To Ty dawałeś mi tą siłę. Ty jesteś tym porcelanowym chłopcem. Dziękuję Ci.

– Za trzy godziny zmarła – wyszeptałem i zawyłem z płaczu.

– Kotuś jestem przy tobie – Paula wyszeptała mi do ucha, przytulając głowę do mnie.

Pobyliśmy tak przez dłuższą chwilę. Kiedy uspokoiłem się, moja ukochana zapytała.

– Kochanku mój, a co ja mam z tym wspólnego? Dalej jestem zakłopotana.

Popatrzyłem na nią spokojnie, wziąłem głęboki wdech i zacząłem.

– Kto uciekł z domu dla mnie? Kto spoliczkował swojego ojca, za obrażanie mnie? Kto zrezygnował z rodzinnej Wigilii, żebym nie był sam przez święta? Kto wysłuchiwał obelg na mnie i płakał w ciszy, by tylko mnie wspierać? Kto wolał pokłócić się z siostrą, która była przeciwna naszemu związkowi?

– Ale przecież zrobiłam to dla Ciebie! – Paula przerwała mi moje wyliczanie krzykiem płaczu

– Tak wiem, ale wymagało to od Ciebie ogromnej siły i odwagi, więc kawałek porcelany, nawet z taką historią, nie będzie nigdy wart, żeby nawet unieść się na Ciebie z powodu jego straty – oboje tuliliśmy się do siebie.

– Kocham Cię, to Ty dawałeś mi tą siłę. Mój porcelanowy chłopcze! – westchnęła uradowana, całując mnie namiętnie w usta.

– Sama ją posiadasz – odwzajemniłem jej pocałunek.

Po chwili karesów, razem posprzątaliśmy kawałki porcelanowego chłopca.

– Wojny, więzienia, różne tragiczne sytuacje, a figurka została zniszczona przez taki banał – stwierdziło moje kochanie.

– Jak w życiu – zaśmiałem się.

– Co mam przez to rozumieć? – zapytała ciekawa.

– Ludzie potrafią być heroiczni i zdeterminowani do ciężki wydarzeń w swoim życiu, a umieją zranić i stracić kochającą osobę przez… Jak to powiedziałaś? Banał!

Odeszli

Dandris

W pędzącym szaleńczym życiu, miasta, ulic i ludzi, wracałem z pracy. Ból kręgosłupa mi dokuczał. Oczywiście szef pazerny cham doczepiał się do wszystkiego. Byłem zmęczony, głodny i wściekły. Mijałem ludzi. Młoda gówniara która głośno przez telefonu informowała koleżankę że wyrwała dwóch facetów na jednej imprezie, że teraz idzie na solarium, że kupiła sobie najnowszego smartfona. Inny starszy facet krzyczał przez telefon na swoją dziewczynę, „czemu nie lajkujesz moich zdjęć, tamto masz usunąć”. Jakiś młody bezdomny wciskał przechodnią kit, że on szczery i zbiera na wino. Kręgosłup tak zaczął mi dokuczać, że kuśtykałem na prawą nogę. Jeszcze bardziej byłem wściekły. Miałem dość i chciałem jak najszybciej znaleźć się w domu. Mijałem akurat przecznicę  starych, opuszczonych fabryk i hala.

– Przechodząc przez nią zaoszczędzę o połowę więcej czasu dojścia do domu – pomyślałem. Bałem się tamtędy chodzić. Opuszczone budynki, jeszcze jakiś świr, narkoman czy sam Bóg wie kto, napadnie mnie. Kulejąc, na dodatek sam na sam i ulica przez którą rzadko kto przechodzi. To niemiłe uczucie w prawej nodze, nie pozwoliło dwa razy zastanowić mi się. Mijałem strzeliste i masywne po prawej i lewej stronie budynki fabryk i hal. Zardzewiałe ramy okien, powybijane szyby, odpadający tynk, gdzieniegdzie wyrwane drzwi, bramy. Idąc dalej w głąb o asfalcie mogłem pomarzyć, a kocich łbów również brakowało, bądź były przysypane piskiem czy błotem.

– Cholerna droga! – zakląłem w myślach

– Będę przynajmniej szybciej, jak jakiegoś świra nie spotkam. Zgiełk ulicy od której szedłem ucichł. Poczułem się jakbym wszedł w obcą krainę smutku. Zobaczyłem po lewej stronie drogi tuż pod murem zwiniętą kołdrę, przewiązaną sznurkiem. Podchodząc bliżej zobaczyłem w otworze rulonu spód starego telefonu. Od razu skojarzyłem. Używałem takiego jeszcze w gimnazjum. Stanąłem na chwile, rozglądnąłem się.

– Może to jakaś pułapka – pomyślałem.

– Eeeeej! – krzyknąłem donośnie. Cisza. Podszedłem do zawiniętego telefonu. Obejrzałem go czy nie jest czymś uświniony. Kołdra tylko z jeden strony była zabrudzona od błota. Ściągnąłem sznurek i rozwinąłem materiał. Telefon był odwrócony a tylna klapka otwarta. Zatrzasnąłem ją. Odwróciłem telefon. Gumowy przycisk numer jeden był ponacinany w kształcie krzyżyka. Wpadłem w trans. Poczułem jak adrenalina wypełnia mnie. Zacząłem słyszeć tylko swój intensywny oddech. Nacisnąłem na przycisk sterowania w dół. Włączył się stary ciekłokrystaliczny wyświetlacz. Ktoś pisał smsa. Migotał kursor, a przed nim informacja: Odsłuchaj pocztę. Wyszedłem szybko z wiadomości zapisując ją. Przytrzymałem ponacinany klawisz. Wybrałem połączenie. Czekając na pocztę. Rozglądałem się nerwowo. Usłyszałem po chwili w słuchawce.

– Masz jedną nową wiadomość.

Tętno jeszcze bardziej brzmiało w moich uszach. Zaczęło się od szelestu. Po czym usłyszałem westchnienie młodej dziewczyny.

– Proszę cię. Mam mało czasu. Mój Kochanek już zasnął. Chcemy odejść. Już nie możemy. – głos zaczął się jej załamywać

– Proszę, Moja Słodyczy powiedziała, żebyśmy odeszli cicho, ale ja chcę żeby ktoś nas znalazł, żeby nie zapomniał. – zaczęła płakać.

– Kurwa myśl! – szybko zacząłem analizować. Tobołek skąd on się znalazł.

– Tak! Z naprzeciwka musiał wypaść.

Naprzeciw mnie był ogromy budynek. Spojrzałem i nerwowo się rozglądałem, szukając skąd go wyrzucono. Po chwili znów usłyszałem zapłakany głos dziewczyny.

– Kochaliśmy się i tylko tyle. Tylko …

– Jest! – krzyknąłem do siebie.

Na szczęście na całej ścianie wszystkie okna były bez powybijanych szyb. Tylko jedno okienko było otwarte. Moje myśli przerywał ten dziewczęcy lament.

– Dlaczego nie mogliśmy …

Patrzyłem, liczę w myślach raz, dwa.

– Piąte piętro!

Po mojej prawej stronie było wejście na klatkę schodową. Piąte.

– On już tak słodko śpi …

– Kurwa mać! – przecisnąłem przez zęby

– Ratunku!!!  Pomocy! Ratunku!

– Ja również zasnę mój luby.

– Kurwa nie! – krzyknąłem do telefonu, rozglądnąłem się czy ktoś mnie nie usłyszał. Cisza. Zrzuciłem torbę z ramienia. Wbiegłem szybko do środka. Brałem po dwa, trzy schody. Przyłożyłem słuchawkę do ucha.

– Proszę znajdź nas. – prośba dziewczyny rozrywała mnie od środka. Cały się trząsłem.

– Nie, nie, nie! – krzyczałem jak opętany. Czwarte. Wiadomość się skończyła.

– Piąte! – krzyknąłem. Wbiegłem do środka. Stanąłem. Zobaczyłem ich kontem oka. Wyciągnąłem swój telefon. Zadzwoniłem na pogotowie.

– Powtarzam ulica długa. Dwóch młodych ludzi najprawdopodobniej się otruło, nie wiem czy żyją.

– Ale gdzie dokładnie na ulicy. – spokojny głos dyspozytorki zapytał. Szybko myślałem jak zlokalizować miejsce.

– Eeee, torba! Tak! Czarna torba leży na wprost budynku, piąte piętro. – wyłączyłem rozmowę. Po mojej lewej stronie był szpaler okien na całą ścianę i to otwarte okienko. Spojrzałem w prawo. Leżeli na materacu. Zwróceni twarzą ku sobie. Jakby spali. Podbiegłem. Chwyciłem młodzieńca za jego prawą rękę leżącą na kołdrze, była lodowata. Obiegłem z drugiej strony, odkrywając dziewczynę spod piernaty. Jej dłonie takie letnie były, albo mi się zdawało. Objąłem dłonią jej łabędzią szyję. Z jej ust wydobywała się piana. Nie czułem tętna. Rozerwałem bluzkę. Odchyliłem jej delikatne ciało na bok by rozpiąć stanik. Uniosłem do jej szyi całą odzież, by mieć dostęp do klatki piersiowej.

– Ja muszę na splocie dać trzy palce, bo mam małą rękę. – mówiłem do siebie. Wyznaczałem miejsce trzema palcami. Splotłem palce w dłoniach. Spiąłem się mocno i zacząłem uciskać.

– Raz, dwa, trzy, cztery, pięć…  – dodając sobie sił, mówiłem do niej na głos.

– Młoda wstajemy! Słyszysz! Szybko! Nie jestem Twoją mamą, żeby Cię budzić. Wstawaj! – skończyłem serie. Chciałem zrobić sztuczne oddychanie. Miała bardzo dużo piany w ustach.

– To pewnie trucizna – mruknąłem.

– Ale Ty mi zadanie utrudniasz, wiesz!

Wiedziałem że jak nie mogę zrobić sztucznego oddychania, to muszę robić masaż serca.

– Wstawaj za młoda jesteś! No! Już! Nie wolno tak robić. – i liczyłem. Wpadłem w mantrę i liczyłem dalej. Czułem jak siły mnie opuszczają, a w raz z nimi moja nadzieja. W tym wszystkim poczułem gorącą i olbrzymią dłoń ściskając mnie za prawe ramię.

– Proszę przestać. To już koniec. – męski głos do mnie powiedział. Na zdanie „To już koniec”, poczułem jak jakaś cząstka mnie umarła. Jakbym to ja kogoś najukochańszego stracił. Popadłem w rozpacz

– Nie, nie, nie. Ona mogła się zadławić, ona mogła stracić przytomność. On tak, bo zimny, a nie ona. Mogła tylko na chwilę się zatrzymać. Zaraz się obudzi. Wstawaj! – z impetem zacząłem pięścią uderzać w jej klatkę piersiową. Zrobiłem to chyba z trzy raz. Jeden sanitariusz objął mnie tym swoim czerwonym, ciepłym polarem.

– Spokojnie. Jesteśmy. – powiedział do mnie przytulając mnie do Siebie. Po chwili stuliłem się obok młodych, siedząc na podłodze. Przyglądając się im, zobaczyłem że młodzieniec nie tylko leżał głową na poduszce, ale na kartce. Druga strona arkusza  była wgnieciona od  leżącej główki dziewczyny. Na środku pomiędzy nich czarnym mazakiem widniał napis:

…wbrew wszystkiemu i wszystkim…

6 thoughts on “Pisanie

  1. Super opowiadanie….
    Masz duży talent pisarski….Pisz dalej i wydaj drukiem. Będziesz z powodzeniem kiedyś pisać scenariusze do filmów. Super……

  2. Świetne opowiadanie, zwłaszcza że w tak małej ilości słów tyle emocji wcisnąłęś. Tak z konstruktywnej krytyki to narracja jest trochę myląca, bo zastanawiałem się czy ktoś tam krzyczy, czy to wszystko było ciągle w tej wiadomości głosowej .
    PS. Nie wiem z kiedy to opowiadanie, więc ten komentarz może być jak czyszczenie pędzelkiem kości dinozaurów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *